Zastanawiałem się ostatnio, skąd bierze się to ciągłe napięcie wokół pieniędzy, nawet wtedy, gdy sytuacja nie jest dramatyczna. U mnie zaczęło się od okresu, gdy żyłem „od wypłaty do wypłaty” i każda niespodziewana sytuacja wywracała budżet do góry nogami. Z czasem zarobki trochę wzrosły, ale stres wcale nie zniknął, bo w głowie nadal brakowało planu i poczucia kontroli. Dopiero teraz widzę, że problemem nie zawsze jest ilość pieniędzy, tylko sposób myślenia o nich. Ciekawi mnie, czy ktoś też doszedł do podobnych wniosków i co pomogło zmienić podejście.
Last edited: